Obserwatorzy

Cytat

Nie mówię w tym samym języku, co ty.
Są pewne słowa, na które, wiem, nigdy się nie zdobędę.
I kiedy widzę, jak odpowiadasz mi uśmiechem,
W jakiś sposób,
Wiem dokładnie co masz na myśli.

Draco Malfoy/Ginny Weasley

sobota, 24 września 2016

Rozdział III

7 komentarzy:
Trójka Ślizgonów zamilkła na chwilę. Każdy z nich zastanawiał się nad tym samym.
- Widzicie, on zawsze robi co chce, nie dziwię się, że Knot go nienawidził. Chociaż ten człowiek też nie był w sumie normalny. Ale jak widać i Scrimgeour nie popiera naszego uroczego dyrektora. Ta szkoła chyba tylko cudem jeszcze stoi - rzekł Draco i spojrzał na przyjaciół.
Nott wzruszył ramionami, a Blaise uśmiechnął się ironicznie.
- Co? - westchnął Malfoy, marszcząc brwi. Od zawsze nie lubił w nim tej szczególnej cechy: nie szczędził nikomu szczerości...
- Mów co chcesz, ale poglądy to ty ewidentnie przejąłeś po ojcu.
- Nie waż się mnie do niego porównywać - warknął Draco, rzucając Zabiniemu wściekłe spojrzenie.
Ludzie od zawsze widzieli w nim Lucjusza. Kiedyś był z tego dumny. Kiedyś czuł, że taki właśnie chce być. Ale to wszystko minęło. Teraz patrząc na ojca, widział tylko żałosnego człowieka, który chełpi się swoim pochodzeniem i niegdyś zajmowanym stanowiskiem. I zrobi wszystko, aby tylko móc służyć Czarnemu Panu...
- Wyluzuj stary, po prostu dobrze by było, abyś spojrzał na to z innej perspektywy. Dumbledore jest archaicznym, szalonym, może nazbyt miłym gościem, ale to będzie fajna zabawa; nie musisz być taki sceptyczny. Legalnie porzucasz sobie uroki. Możliwe, że uda ci się uszkodzić jakiegoś Gryfona.
To na pewno jakaś pozytywna strona tego szaleństwa...
- A ty co o tym sądzisz? - blondwłosy zwrócił się do Teodora, chociaż po nim nie spodziewał się żadnej rozwlekłej opinii.
- Całkiem mi to obojętne. Ale z owutemami możemy dobrze na tym wyjść. Tylko nadal uważam, że głupotą było zapraszanie nas tam.
- Jeszcze nie łapiecie? - Malfoy spojrzał zaskoczony na współlokatorów. - Przecież to oczywiste, że ten dureń ma jakiś plan. Nie zaprosił nas bez powodu. Próbuję nas wykorzystać do osiągnięcia swojego, zapewne głupiego i bezsensownego celu.
- Może ma nadzieję, że zaprzyjaźnimy się z bandą odważnych i stworzymy jedną wielką, szczęśliwą rodzinę? - Blaise wyszczerzył zęby i w trójkę parsknęli śmiechem analizując ten pomysł.
Nie wiedzieli tylko, że przypadkiem odkryli prawdziwe intencję dyrektora. I, że ten rok miał zmienić ich życie już na zawsze.

***

- Zabini, nie denerwuję cię, że ta małolata ciągle się tutaj kręci? - Prychnął Malfoy, gdy idąc korytarzem zauważyli Weasley zmierzającą ku nowo odkrytej tajnej sali.
Znowu.
- Dramatyzujesz przyjacielu. A poza tym wiesz o tym, że ona jest tylko o rok młodsza, nie? - spytał chłopak w odpowiedzi, unosząc brew.
- Cokolwiek, Blaise, cokolwiek - mruknął Draco, podchodząc do dziewczyny i zakładając ręce na piersi.
- Nie zadomowiłaś się tutaj za bardzo, hm?
- Nie interesujesz się moja osobą za bardzo, hm? - rzuciła dziewczyna, wywracając oczami.
Jak tak dalej pójdzie, będzie to mój odruch bezwarunkowy, jak go tylko zobaczę, pomyślała szybko, po czym dodała:
- Jeszcze ktoś to zobaczy i wyciągnie błędne wnioski. A tego oboje byśmy sobie nie życzyli, czyż nie?
W chłopaku wezbrała się irytacja i poczuł do Weasley przypływ nienawiści. Była może w tym nutka delikatnego podziwu, ale zdecydowanie wolał ją zignorować. Postawił sobie za cel sprowadzenie jej na ziemię, aby nabyła świadomość, że z nim się nie zadziera.
Z daleka zobaczył opiekuna swojego domu, a to mogła być jego szansa.
- Panie profesorze, Weasley waży eliksir! - wykrzyknął Malfoy w przypływie desperacji. Severus Snape spojrzał groźnie na trójkę uczniów i powoli przemierzył korytarz, aby stanąć obok nich.
- Wiem Draco. Na moją specjalną... prośbę. - Nauczyciel wykrzywił się, wyraźnie dając do zrozumienia, że ostatnie słowo wiele go kosztowało i wolałaby nie mieć z tym nic wspólnego.
Prośbę? Rudowłosa prychnęła w duchu.
- Na pana specjalną... - Blondynowi zdecydowanie zabrakło słów.
- Tak. - Uciął mężczyzna, nie zamierzając się tłumaczyć. - Minus dziesięć punktów od Gryffindoru Weasley, za włóczenie się po zamku - dorzucił jedynie na odchodne.
Dziewczyna odwróciła się do blondyna z niedowierzaniem igrającym na twarzy.
- Czy ty się właśnie na mnie poskarżyłeś?
Chłopak nie fatygował się z odpowiedzią, tylko posłał jej wściekłe spojrzenie i skierował swe kroki w stronę schodów. Absurdalność sytuacji go przerosła, musiał zostać sam.
Blaise potrząsnął szybko ręką Ginny.
- Gratuluję, czapki z głów, wieczny honor i inne bzdury! Właście wygrałaś z Draco.
- Phi, nie powinieneś go wspierać? Bronić? Jak przyjaciel?
- To wy się bawicie w takie gryfońskie zachowania. My doceniamy dobre zagrywki. A poza tym chyba zapomniałaś się pochwalić, że wszystko to było sprawką Snape’a, nie sądzisz?
Ginny delikatnie uniosła kącik ust, walcząc o to, aby nie wyszczerzyć zębów do Ślizgona. Machnęła mu ręką na pożegnanie i weszła do klasy, aby dokończyć pracę nad eliksirem.
Ten dzień był naprawdę dobry, więc nawet dodatkowe zajęcie nie mogło go zepsuć.

***

Po lekcji dziewczyna podeszła do nauczyciela z mocnym postanowieniem.
- Oto mój eliksir - powiedziała cicho, wyciągając zapieczętowaną fiolkę w stronę mężczyzny. Ten nawet na nią nie zerknął, tylko machnął w kierunku komody w rogi sali.
- Czy mogłabym się dowiedzieć w jakim celu mam zadawane dodatkowe prace? - zapytała ostro, mając nadzieję na zwrócenie na siebie uwagi.
- Nie - usłyszała krótką odpowiedź, a jej ręce automatycznie zacisnęły się w pięści.
- Mogę pisać wypracowania, mogę ćwiczyć dodatkowe rzeczy, mogę rozwijać swoje umiejętności. Ale. Chcę. Wiedzieć. Po co.
Saverus Snape rzucił jej ponure spojrzenie.
- Profesorze - dodała szybko znając jego przewrażliwienie na punkcie szacunku do siebie.
- Nie powinien cię interesować mój system nauczania. Tak się składa, że ja jestem tutaj od dobierania zadań… nie ty.
Głos profesora nie był przyjemny. Przyprawiał o ciarki na plecach. Dziewczyna poczuła chłód rozchodzący się po jej organizmie, ale usilnie go ignorowała.
- Więc nie zamierzam tego robić!
- Nikt cię nie pyta o zdanie. Jestem nauczycielem, masz wypełniać moje polecenia.
- Jeżeli mieszczą się w granicach rozsądku - dziewczyna wyrzuciła ręce do góry. - To niezgodne z regulaminem. Czy reszta moich kolegów, także musi pracować po nocach? Umiem ważyć te eliksiry, pan dobrze o tym wie. Czy innych uczniów też pan zadręcza, czy tylko mi się trafił ten przywilej?
Czuła, że emocje wymykają się spod jej kontroli. Tak bardzo chciała wiedzieć po co to wszystko, że nie panowała nad tym co mówi.
- Weasley... Bardzo cienka linia oddziela upór od głupoty. Szlaban, w tę niedzielę - warknął nauczyciel i zniknął w swoim gabinecie.
Rudowłosa stała w miejscu jeszcze kilka minut mając nadzieję, iż nauczyciel wróci i powie może coś więcej. Niestety nic z tego nie wyszło, więc zrezygnowana wyszła w sali, niemalże wpadając na Colina, który - jak się okazało - cierpliwie na nią czekał.
- Twoje urocze krzyki było słychać aż tutaj. - Chłopak podniósł brwi, widząc zaczerwienioną z emocji dziewczynę. - I czego się dowiedziałaś?
- I niczego - praktycznie krzyknęła, próbując się wyładować. - Prócz tego, że w niedziele mam zaszczyt odrabiać karę za zadawane pytania.
Creevey objął przyjaciółkę ramieniem:
- Nie oszukujmy się, to musiało się tak skończyć.
Wspólnie poszli do Wielkiej Sali na obiad, po drodze użalając się nad losem rudowłosej.

- Cześć Ginny! – krzyknął Blaise, zeskakując ze schodów prowadzących na wyższe piętro i lądując tuż przed samą dziewczyną, która przestraszona cofnęła się o kilka kroków.
- Boski Merlinie! – sapnęła zaskoczona pojawieniem się chłopaka z taką gwałtownością.
- Słyszałem, że kontynuujesz zadanie zrażenia do siebie wszystkich z mojego domu?
Ginny rzuciła mu ponure spojrzenie.
- Chodzi o Snape’a, tę przebrzydłą karykaturą nauczyciela? Daj spokój, zdecydowałam. To jego ze Ślizgonów nienawidzę najbardziej - warknęła. - Nawet Malfoy spadł z podium, pwnie będzie mu przykro.
Chłopak zaśmiał się głośno, również po tym co powiedziała po chwili:
- A poza tym, skąd ty, do cholery, o tym wiesz?
Hogwart był jak targowisko plotek. Każdy chętnie ich słuchał, powtarzał dalej. Niemal każdego interesowała życie prywatne kolegów.
Dziewczyna jęknęła po chwili i oparła głowę o ścianę:
- Przynajmniej z wrażenia zapomniał mi zadać kolejnej pracy.
- I widzisz? Wszystko dobre co się dobrze kończy, ot co.

***

Gdy nadszedł piątek, pewna dziewiątka uczniów z niecierpliwością wyczekiwała porannej poczty. Stawili się na czas w Wielkiej Sali, jak nigdy wcześniej, aby wypatrywać lecących nad głowami sów. Gdy te wylądowały, zgodnie wstali i udali się do swoich domów przejrzeć korespondencje.
I mimo, że tak naprawdę na przysłaną ocenę składały się lata ich nauki i już nic nie można było poradzić, Ginny miała wrażenie, że ręce jej się trzęsą, gdy odpieczętowała kopertę.

Panna Ginny Weasley

Mocne strony: chłodne opanowanie, zaklęcia, warzenie eliksirów, spryt, zwinność, refleks.

Zaplanowane zajęcia:
  • nieplanowane pojedynki (co drugi poniedziałek, zaczynając od najbliższego, o godzinie 17:30, sala Zaklęć).
  • eliksiry w strategi (w każdą środę, o godzinie 17:30, lochy)
  • zaklęci i uroki w walce (w każdy piątek, o godzinie 17:30, sala Zaklęć)

- Tyle? - mruknęła rozczarowana, patrząc na przyjaciół. Oni, także skończyli już czytać i teraz porównywali swoje plany, aby dowiedzieć się na których zajęciach będą mieli okazję się spotkać.
Po kilku minutach dziewczyna podsumowała swoją wiedzę:
- Czyli pojedynki mam z Harry’m, eliksiry sama, a zaklęcia i uroki znów znów z Harry’m, a dodatkowo z Colinem i Nevillem - obwieściła wszystkim.
Była zadowolona z otrzymanych przedmiotów oraz dobranego towarzystwa. Żałowała jedynie, że Hermiona nie dostała się do żadnej z jej grup. Były jedynymi dziewczynami wśród wybranych i musiały liczyć na wzajemne wsparcie.
- Domyślam się, że także spodziewałaś się głębszej analizy? - zagadał do niej Colin, gdy postanowili wrócić na śniadanie. - Bo ja też, a koniec końców nie dowiedziałem się niczego, czego bym już sam nie odkrył.
- Phi, już nie bądź taki skromny. Chwilę, jak to szło? Mocne strony? Duży potencjał, wielkie ambicje, strategiczne myślenie, wola walki, duża odporność.
Uśmiechnięty chłopak wzruszył ramionami:
- No co ja poradzę, że mają o mnie tak dobre mniemanie? Kimkolwiek są oczywiście, bo Merlin jeden wie, kto to wszystko tak skrzętnie analizował.
Dziewczyna się roześmiała i z chęcią pokiwała głową, gdy zaproponował, że następnego dnia potowarzyszy jej w drodze na eliminacje do drużyny.

- Hej Ginny, mogłabyś zostać na chwilę? - zagadnął do dziewczyny Harry.
Nie, nie, nie, nie mogłabym. Proszę, daj mi iść spać. Nawet tu i teraz. Proszę.
Niestety nie opanowała jeszcze sztuki odmawiania temu konkretnemu chłopaki.
- Jasne, nie ma problemu - rzekła, walcząc z ziewnięciem. Usiedli razem na trybunach wokół boiska Quidditcha, a Weasley poczuła jak Potter się jej przygląda.
- Jesteś wykończona! - krzyknął znienacka, a ta aż podskoczyła na ławce.
- Oczywiście, że jestem - burknęła. - Ty podły, sadystyczny… Potterze ty.
Harry roześmiał się i lekko poklepał ją po przedramieniu:
- Wybacz, nie sądziłem, że w tym roku, także będziemy mieli tyle chętnych.
- Coś się stało? - zapytała, kręcąc głową na swoją niedolą. Nie mogła znieść, że od tego delikatnego gestu, rumieńce powoli wkradały się na jej policzki.
- Tak - rzekł z wolna Harry. - Tak sobie pomyślałem. Może zechciałabyś poćwiczyć ze mną przed zajęciami z zaklęciami? Wiesz, tak profilaktycznie, w ramach odświeżenia wiedzy.
- Świetny pomysł! Colin się ucieszy. Trochę się stresuję tym wszystkim.
Chłopak spojrzał na nią dziwnie.
- Okej, w porządku. Możemy umówić się w Pokoju Życzeń. Stare, dobre czasy, nie?
Rudowłosa pokiwała głową zamyślona. Coś jej nie pasowało.

Dopiero, gdy wracała do zamku zrozumiała co tu było nie tak.
Spuściła głowę w dół, podpierając ją rękoma.
Powiem Colinowi? Co ja, na głowę upadłam? Mogłam spędzić rozkoszną godzinę mając go tylko dla siebie. Co-jest-ze-mną-źle?
Dziewczyna była tak zmęczona, że najchętniej usiadłaby na chłodnej posadzce i poszła spać. Nie wiedziała czy bardziej podziwia upór Harry’ego czy może ma ochotę go walnąć z całych sił. Trening ciągnął się w nieskończoność, a ona nie miała sposobności się dzisiaj wyspać. Razem z kapitanem musiała przetestować kilkudziesięciu chętnych, potencjalnych graczy. To wyczerpało jej możliwości fizyczne.
Maniakalny wariat, pomyślała skręcając na róg. Jednak widząc przed sobą rozgrywającą się scenę, podjęła szybką decyzję o odwrocie.
Niestety, nie dane jej było uciec z pola rażenia. Cofnęła się o krok i w tym samym momencie potężna siła odepchnęła ją na ścianę.
Na chwilę nastała ciemność.

- Ginny! Ginny, nic ci nie jest?
- Weasley, żarty żartami, ale obudź się. Wstawaj.
- Ginny, halo, kontaktujesz?

Nie wiedziała czy głosy słyszy naprawdę, czy są tylko w jej głowie. Wszędzie było ciemno. Dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że może w takim razie może warto byłoby otworzyć oczy.
Jęknęła głośno, a trzy twarze, które miała nad sobą szybko cofnęły się. Dwie z niewyobrażalną ulgą, a jedna z widoczną kpiną.
- Co tu się dzieję? Skandal. Nie wolno używać czarów na korytarzu! Gdzie moje łańcuchy, zaraz wam pokażę - głos woźnego rozległ się nagle za nimi.
Trzech mężczyzn, jak na rozkaz odwróciło się do tyłu, próbując zasłonić dziewczynę. Na marne.
- Blaise, Weasley, za mną!
- Trzeba ją odprowadzić do szpitala! - krzyknął Ron z przerażeniem na twarzy.
- Pan Malfoy na pewno z chęcią to zrobi - odrzekł Argus Filch, z satysfakcją. - Chyba, że woli iść z nami i wytłumaczyć dlaczego nie przerwał waszej bójki.
- Przecież on ją porzuci gdzieś po drodze, na pastwę losu - warknął Weasley, a Draco rzucił mu mściwy uśmiech.
- Bez dyskusji. Idziemy.

- Weasley, dasz radę wstać? - mruknął chłopak do dziewczyny, która teraz siedziała pod ścianą z podkulonymi nogami i opartą na nich głową.
Ta jedynie zaprzeczyła kręcąc głową. Malfoy westchnął.
Złapał ją za dwie ręce i powoli postawił do pionu, a gdy zachwiała się niebezpiecznie, pomógł utrzymać równowagę.
Ze zdumieniem zauważył, że ma wyjątkowo ciepłe i delikatne ręce. Jego zawsze były zimne jak lód.
- Chodź, zanim mi tu padniesz do reszty.
- Już nie bądź taki uroczy, takiej dawki nie zniosę.
- Zamknij się - mruknął chłopak i przyjrzał się dziewczynie. Dziwnie było tak iść z nią i nie obrzucać się wzajemnie obelgami.
Blaise miał rację, urody to ona na pewno nie ma po braciach.
Kilka razy musiał zdać się na swój refleks, aby Weasley nie upadła.
- Oh, za wolno idziemy, chciałabym już się tam znaleźć.
- Jeżeli ci się nie podoba sposób eskorty, możemy pobiec - warknął chłopak. - Chociaż nie wydaję mi się, abyś była w stanie utrzymać moje tempo.
- Nie jestem najszybszym z dwunogich stworzeń - przyznała Ginny, po czym zastanowiła się przez chwilę. - Zapewne nie byłabym nawet najszybszym z jednonogich…
- Weasley, zdurniałaś już do reszty?
- Mam nadzieję - jęknęła. - Bo to by oznaczało, że gorzej nie będzie.
Malfoy wytrzeszczył na nią oczy i pociągnął za rękę w stronę Skrzydła Szpitalnego.
Ona jest naprawdę nietypowa.

- Panie Malfoy, co pan zrobił tej biednej dziewczynie? - wykrzyknęła Madame Pomfrey, gdy tylko przekroczyli próg szpitala. Chłopak spojrzał na nią ponuro.
- Ja ją tu tylko doprowadziłem, cała reszta to nie moja sprawa - burknął i szybko wyszedł.

Ledwo to zrobił, a wpadł na Weasley’a, czerwonego na twarzy po biegu.
- Nic jej nie jest? - wydyszał na jednym tchu, opierając dłonie o kolana.
- Na litość Merlina, Weasley. Nie za duże masz o sobie mniemanie? Nie wydaję mi się, aby twoje czary były w stanie ją zabić.
Chłopak rzucił mu złowrogie spojrzenie i wpadł do szpitala.
- Strasznie dramatyzuje - mruknął Draco do przyjaciela, który także się pojawił.
- Dziwisz mu się? Matka by go pewnie zamordowała. Pamiętasz wyjca z drugiej klasy?
Malfoy zachichotał mając przed oczami tę cudowną scenę.
- A poza tym nie wiemy, które zaklęcie ją trafiło. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego bez szwanku.
- Nie polubiłeś jej za bardzo Zabini, hm?
- Daj spokój, nic do niej nie mam. Nie jestem tobą.
Nie mieli sposobności kontynuować rozmowy, bo zza rogu przybiegli Harry, Hermiona oraz Colin, a chłopak znów poczuł się atakowany.
- Co jej zrobiłeś? - warknęła dziewczyna.
- Zapytaj swojego adorators. Całe zło świata, to nie tylko wina Ślizgonów.
- Jasne - prychnęła ta w odpowiedzi. - To dlaczego całą trójką macie szlaban?
Chłopak zgłupiał na chwilę.
- Całą co? - wyjąkał.
- Przykro mi stary, Filch wyspał, że też tam byłeś - mruknął Zabini, wzruszając ramionami. Malfoy zaklną cicho pod nosem.
Gryfoni wyminęli ich bez słowa, aby zobaczyć co u przyjaciółki.

Ginny trochę żałowała, że wyszła cała i zdrowa jeszcze tego samego dnia. Zaklęcie nie było poważne, po prostu znać o sobie dało wykończenie.
Szlaban jej niestety nie ominie.

***

- Weasley, to przeznaczenie! - wykrzyknął zadowolony Zabini, widząc dziewczynę i poklepał ją po ramieniu. Trochę na złość jej bratu, a trochę dlatego, że bawił go fakt, iż ostatnimi czasy ciągle mają ze sobą styczność.
Okazało się, że, chociaż za inne przewinienia, szlaban odbywają wspólnie.
Niestety ani Draco, ani Ron nie wykazali takiego entuzjazmu i wyjątkowo zgodnie stali ze skwarzonymi minami, udając, że się nie znają.
Nie do końca nawet wiedzieli na czym ich kara ma polegać. Może musieli po prostu wytrzymać w swoim towarzystwie? Dla nich była to wystarczająca udręka.
- Siemasz Ron. Ginny? Gotowi na odpokutowanie? - Z ciemności nagle wyłonił się olbrzymi, uśmiechnięty mężczyzna.
- Hagrid! - wykrzyknęła dziewczyna zadowolona. Szlaban z nim nie będzie taki zły. Ślizgoni skrzywili się szybko.
- Idę najsampierw na chwilę do chaty, a wy czekajcie na mnie przy Zakazanym.
- Tam idziemy? - burknął Malfoy, mając złe wspomnienia związane z tym miejscem.
- A co żeś sobie myślał? Że będziemy pielić ogródek? Już was tu nie ma.
Zrezygnowani uczniowie skierowali się w stronę błoni.
- Człowiek ewoluował miliony lat, żeby wyjść z lasu. Po co więc do niego wracać? - westchnęła Ginny.

Trójka chłopaków zgodnie parsknęła śmiechem. Ron zdając sobie z tego sprawę szybko zamilkł i zrównał z dziewczyną krok, rzucając Ślizgonom ponure spojrzenie.



niedziela, 18 września 2016

Rozdział II

8 komentarzy:
Ginny obudziła się w sobotę z jedną myślą w głowie.
Jak to zrobić? Jak to zrobić? Jak to zrobić?
Miała wrażenie, że Snape zwariował w ostatnich dniach. Nigdy nie zwracał na nią uwagi, była dla niego kolejną głupią Gryfonką, a teraz nagle zachowuję się, jakby ją... testował.
We wtorek dostała dodatkowe wypracowanie. Myślała, że zawiniła zbyt głośną rozmową z Luną, ale wczoraj skupiła całą swoją uwagę, aby tylko nie popełnić żadnego błędu. Wywar wyszedł jej doskonale. Ale na co to komu, skoro znów musi robić gratisową pracę domową?

Zdurniał, zdurniał, zdurniał.
Wychodząc z Wieży nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej nauczyciel po prostu zwariował. Nigdy nie robiła eliksiru poza lekcjami, bez jego uwag i stałej czujności. Przecież coś spali, zniszczy, wybuchnie!
Nie, czekaj koleżanko. To akurat specjalność Colina, nie twoja. Ciekawa sprawa, niby GDZIE JA MAM WAŻYĆ ten nieszczęsny eliksir? Jak? Gdzie? PO CO? Eliksir rozpaczy. Cudownie, zrobię go, po czym wypije w całości, a i tak nie poczuję żadnej różnicy, bo już jestem w ROZPACZY.
Tak, wybornie. Poziom siódmego roku. Gratuluję Snape, jesteś świetny. Doskonały. Ten eliksir robi się dwie doby. DOBY. Myślisz, że tego nie wiem? Że o nim nie słyszałam?

Boże, teraz to ja zdurniałam. Rozmawiam ze Snapem. W myślach. Merlinie, byleby nie zaczął mi odpowiadać. Wtedy to już zgłupieję...
Ginny poczuła lekkie szarpnięcie, ale nie przeszkodziło jej to w kontynuowaniu wewnętrznego monologu.
- Ale uważać to byś trochę mogła. - Ledwo dotarł do niej czyjś głos. 
- Tak, tak, przepraszam.
Blaise zatrzymał się rozbawiony i pomachał dziewczynie ręką przed twarzą.
- „Przepraszam”? Merlinie, dobrze się czujesz?
Nie uzyskał odpowiedzi, a nie przywykł do ignorowania. Gwałtownie potrząsnął rudowłosą, która natychmiast ocknęła się z zamyślenia.
- To ty... - burknęła, gdy zobaczyła jego twarz przed swoją. Natychmiast się cofnęła.
- Ginewro Molly Weasley, ciebie też rozkosznie widzieć! - chłopak wyszczerzył zęby i klasną w dłonie.
- Znasz moje drugie imię? - dziewczyna uniosła brew i zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- Trzeba znać swoich wrogów, ot co.
- Oh - Ginny przez chwilę się zastanowiła. - No coś w tym jest.
- Czy ty się właśnie ze mną zgodziłaś?
- Czy ty masz własne życie? - burknęła.
- Twoje jest bardziej fascynujące.
Weasley przewróciła oczami i nawet nie fatygowała się z odpowiedzią. Skręciła w kierunku schodów prowadzących do lochów.
- Hej, czekaj! Młoda damo, kierunki ci się mylą. Mieszkasz na górze. - Zabini nie odpuszczał. Naprawdę nie był przyzwyczajony do ignorowania.
- Daj mi spokój, wiem gdzie mieszkam. Idź sobie.
- Ani mi się śni!
Dziewczyna stanęła wściekła, zakładając ręce na boki. Tego spojrzenia bali się nawet ich bracia. Blaise przystanął zdezorientowany i podniósł dłonie w geście obrony.
- W porządku, w porządku, poddaję się. Ty mała, złośliwa istoto. Powiesz mi tylko gdzie idziesz? Jestem ciekawy.
- Ha! - dziewczyna wykrzyknęła triumfalnie, po chwili zastanowienia. - Oczywiście, powiem ci, jasne.
Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie, ale tylko wzruszył ramionami.
- Idę ważyć eliksir. Powiedz mi: gdzie?
- Phi, nie jesteś na to za grzeczna? Dobrze wiesz, że nie można robić takich rzeczy.
- Nie prychaj na mnie, tylko odpowiedz. Nie twoja sprawa czy przestrzegam zasad czy nie.
Chyba chwilowo nie będę go uświadamiać, że w normalnej sytuacji nie warzyłabym tego eliksiru. Zresztą, kto o zdrowych zmysłach by to robił? W czasie wolnym...
Zapowietrzyła się nagle.
No tak, Harry, Ron i Hermiona. Tak się biedacy namęczyli, a odpowiedź mieli pod samym nosem. Plątała się ciągle obok nich, taka mała, ruda i przestraszona. 
Zaśmiała się ponuro do własnych myśli.
- Jesteś normalna? - Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie.
- Chyba nie. - Dziewczyna jęknęła słabo w odpowiedzi.
On tylko pociągnął ją za rękę, prowadząc w nieznane. A nieznane musiało jeszcze trochę poczekać, gdy Ginny ocknęła się w międzyczasie, że w końcu nie wzięła jeszcze żadnych składników.
- No, no Weasley, imponujesz mi. Kradzież składników, włamanie do gabinetu Snape'a?
Kretyn.   
Wolała nie wymawiać na głos swoich myśli.
Pojawili się przed wielkimi, drewnianymi drzwiami, a Blaise sięgnął po różdżkę.
- Nie możesz tutaj wejść - zaperzyła się dziewczyna, spoglądając na wejście do owianej tajemnicą klasy.
Od lat mijała to miejsce, ale nauczyciele kategorycznie zabraniali im zobaczyć co jest za murem. Po szkole krążyły już legendy o mordowaniu, czarnej magii i wydarzeniach z przeszłości.
- Moja droga, oczywiście, że mogę. Jestem pełnoletni - nawet w świetle prawa mam więcej uprawnień, niż ty. A co dopiero tutaj, na moim terenie.
Gryfonka prychnęła, ale nie miała zamiaru się kłócić. Chwilowo go potrzebowała.
- Co ty wyprawiasz? - Oboje usłyszeli warknięcie. Jak na komendę odwrócili się, aby zobaczyć wściekłą twarz Malfoya.
- Pomagam Draco, pomagam. - Zabini ani trochę nie przejął się przybyłym chłopakiem.
- Od kiedy pomagamy Gryfonom? - Blondyn niemalże wysyczał ostatnie słowo.
- No cóż, zakładam, że Ty nie masz zamiaru tego robić. Natomiast ja jestem uosobieniem dobra i miłosierdzia. Ona jest ruda Draco, a ten fakt mówi sam za siebie. Chciałabyś być rudy? Aż się prosi o pomoc takiej istocie. 
- Hej, hej, jestem tutaj i nadal wszystko słyszę. - Uniosła się dziewczyna, szturchając Zabiniego w ramię.
- A ty - zwróciła się w kierunku Malfoya. - Bądź tak łaskawy i nie wtrącaj się w sprawy, które cię nie dotyczą.
Zobaczyła gwałtowną zmianę wyrazu twarzy chłopaka.
Oho, przesadziłam. Brawo Ginny, to będzie powolna i bolesna śmierć.
Malfoy szybko się do niej przysunął, niemal przygważdżając ją do ściany.
- Uważaj Weasley, bo za wysoko mierzysz, a Wielkie Trio może nie zawsze zjawić się na czas - szepnął chłopak i spojrzał jej w oczy swoim stalowym spojrzeniem, którego tak bali się uczniowie.
Dziewczyna nie odpowiedziała, próbując opanować walenie serca. Miała wrażenie, że teraz cały zamek słyszy to łopotanie w jej klatce piersiowej.
- Nie robi. To. Na. Mnie. Wrażenia - warknęła, uświadamiając sobie, że jakimś cudem nie drży jej głos.
Zabini szybko wkroczył do akcji rozdzielając parę i odciągając swojego przyjaciela. Na odchodnym tylko wyszeptał do rudowłosej instrukcje i zaraz obydwaj znikali za rogiem.
Ginny stała jeszcze przez chwilę oparta o ścianę, próbując opanować nerwy. Była z siebie dumna, że nie okazała strachu, a z drugiej strony zbeształa się w duchu za niepotrzebne komentarze.
Ha, jestem super.   
Drobny komplement. Chociaż tyle w tej chwili mogła dla siebie zrobić.

***

- I mówisz, że znasz to miejsce od Ślizgona? I Ślizgon powiedział ci jak tutaj wejść? - mruknął nieprzekonany Colin, gdy w raz z przyjaciółką siedział w okazałej sali.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Spodziewałam się czegoś... więcej. Chyba - stwierdziła, marszcząc brwi.
Sala była całkowicie zwyczajna. Oczywiście elegancka i ekskluzywna, ale... Nie tego się spodziewała po latach plotek. Była wielka, w barwach Slitherinu, a pod ścianami tłoczyły się wszelkiego rodzaju kredensy z najróżniejszymi rzeczami.
Może brakowało jej krwi wrogów na posadzce? Albo kilku trupów pod ścianą?
- Salazar miał ewidentnie kompleksy, nie wydaje Ci się? - Zauważyła dziewczyna.
- Hm?
- No myślisz, że dużo ma jeszcze tych swoich ukrytych, magicznych pomieszczeń, o których krążą legendy i nikt, poza jego uroczymi wychowankami nic o nich nie wie?
- Wiesz, bardziej niepokoi mnie fakt, że już gościłaś w dwóch z nich. Mam nadzieję, że nie zamierzasz za bardzo kontynuować tradycji.
Rudowłosa zachichotała pod nosem. Wiele osób, w tym jej najbliżsi, nadal sądziło, że Ginny ma traumę po przeżyciach z pierwszej klasy. Że nie śpi nocami, a w wolnych chwilach płacze w kącie.
A przecież ja nawet nie pamiętam większości tego roku i dobrze wiem, że nie działałam celowo. Phi, wstrząs. Ten to mógłby mieć Harry, po tym jak mnie ratował, podczas, gdy ja wesoło i nieprzytomnie leżałam na ziemi.
Tylko do dzienników wciąż miała awersje. Pamiętnika to już na pewno nigdy nie będę pisała, o nie.

- Czy to nie złośliwość w najczystszej formie? Jak mógł mi kazać przygotować eliksir, twierdząc, że nie jego sprawa gdzie to zrobię?! Dobrze wie, że to zakazane i nie można, od tak sobie, tworzyć mikstur. Co on właściwie wyprawia? Chce, żeby mnie wyrzucili? - wybuchnęła w pewnym momencie dziewczyna.
Było gorąco, mimo, że siedzieli w lochach. Włosy kleiły im się do twarzy. Z kociołka buchał straszliwie czarny dym.
- To jest całkiem możliwe, no nie? - Colin po chwili zastanowienia, uniósł brwi, patrząc na Gryfonkę znacząco.
- No tak, właściwie to tak... - westchnęła ciężko, ale w jednej sekundzie jej twarz się rozpromieniła. Chłopak spojrzał na nią przestraszony.
- Ale na pewno nie spodziewał się, że to jego własny uczeń mi pomoże! Szach-mat, Snape - krzyknęła zadowolona. - Kretyn, nie docenił mojego uroku osobistego.
- Pozwolę sobie nawet tego nie skomentować.
- Prawidłowo, tak będzie lepiej dla wszystkich.
- Dla ludzkości.
- Otóż to. 

Reszta dnia, o dziwo, minęła im bezproblemowo. Na ile pozwalała to obecna sytuacja oczywiście. Gdy wracali wieczorem do swojej Wieży, z satysfakcją po konstruktywnym dniu, śmiejąc się i dokazując, nie sądzili, że pewna para stalowoszarych oczów obserwuję ich z daleka. I, że właściciel tych oczu nie może nadziwić się, że ta rudowłosa dziewczyna jest inna, niż jej gryfońscy idioci-koledzy, mimo, że sam nie potrafił do końca sprecyzować czym owa inność jest.

***

- Znów się spotykamy - roześmiał się Blaise, tym razem natykając się na Ginny pod salą od Transmutacji.
- Cudownie - sarknęła dziewczyna, wywracając oczami.
- Więcej entuzjazmu koleżanko poproszę, nie każdy ma tyle szczęścia.
- Nie każdy ma takiego pecha, oto co chciałeś powiedzieć.
- Ranisz me serce! - Chłopak teatralnie przycisnął ręce do klatki piersiowej.
Rudowłosa tylko cudem powstrzymała uśmiech wpełzający na jej usta. Nie może i nie chce zaprzyjaźniać się z uczeniem Slitherinu.
- I jak tam twoje nielegalne praktyki? - zapytał po chwili Blaise, a dziewczyna zmarszczyła brwi, zastanawiając się o co mu, do licha, chodzi.
Przekręciła głowę, ale nagle spłynęło na nią olśnienie.
- Ah, to. Tak, sala jest przydatna. Cóż... - Zawahała się przez chwilę. - Dzięki.
- Piękne podziękowania, na to czekałem. Tak źle było?
- Jakaś cząstka mnie właśnie umarła.
Chłopak nie miał niestety możliwości na zgrabną ripostę, ponieważ jak na znak, zza rogu wyszli pozostali Gryfoni.
- Ginny! Wszędzie cię szukaliśmy. Nagle zapragnęłaś zmienić towarzystwo? - zapytał Colin rozbawiony. Nigdy nie przeżył scysji z lokatorami innego domu, także nie obawiał się odzywać w ich towarzystwie.
Zresztą, jego osobowość nie do końca pozwalała mu na stereotypowe myślenie i doznawanie nienawiści. Po prostu jego natura była ponad to.
- Musiałam zajrzeć na chwilę do biblioteki, wybacz - mruknęła dziewczyna w odpowiedzi, nie zamierzając nawet reagować na zaczepkę.
- Czego tam szukałaś? - zapytał podejrzliwie Ron, który żart Creevey'a wziął sobie za bardzo do serca.
- Serio, Ron, serio? Zastanów się, co mogłam robić w bibliotece, hm?
- Tylko pytam, skąd ta agresja? - Chłopak próbował się bronić, chociaż wiedział, że czasami jego nadopiekuńczość wymyka się spod kontroli.
- Tylko kontrolujesz, stąd ta agresja.
Chłopak pokręcił zrezygnowany głową, zwracając się do Blaise’a, aby najwidoczniej wyżyć się na kimś innym.
- Gdzie zgubiłeś swoich ohydnych kumpli? Są nawet ponad to, aby zjawić się i osobiście odmówić udziału?
- Ron, uspokój się - rzuciła Hermiona, która, choć w duchu zgadzała się z przyjacielem, nie popierała takich zachowań. Adresat nie wydawał się jednak przejęty:
- Skąd pomysł o odmawianiu czegokolwiek i komukolwiek? - spytał ironicznie, krzyżując ręce na piersi. Tego Weasleya akurat nie lubił ani trochę. Był zbyt narwany.
I zbyt rudy, rzucił chłopak sam do siebie w duchu.
Ron patrzył oniemiały, nie potrafiąc nic odpowiedzieć.
- Co tam Ginny, gotowa na pierwszy trening? Chciałabym zrobić wkrótce eliminacje. - rzucił szybko Harry. Bo chociaż sam był zaskoczony, chciał przerwać kłótnię, zanim ta mogłaby się rozpocząć.
- Jasne! - rzuciła dziewczyna z entuzjazmem. - Gotowa, zwarta i niecierpliwa.
Potter zaśmiał się w odpowiedzi, poklepując ją po ramieniu.
- Doskonale, tego nam trzeba.
- Brawo Weasley, twój chłopak wreszcie zauważył o twoim istnieniu? - rzucił Draco Malfoy podchodząc wraz z Teodorem do grupy.
Creevey i Granger westchnęli zrezygnowani równocześnie, nie mogąc się nadziwić temu, że wszyscy tu starają się dolewać oliwy do ognia i wywołać awanturę.
Ginny poczuła, jak Harry sztywnieje obok i kieruję swą rękę ku różdżce.
- Daj spokój, Malfoy, to już było. Nie śmieszne i nudne - rzekła szybko, mając nadzieję zgasić chłopaka. Zrobiła delikatny krok do przodu, aby stanąć przed Potterem.
- Nikogo i tak nie obchodzi co masz do powiedzenia, wiesz o tym przecież - dodała Hermiona, także wysuwając się na przód.
Nott rzucił obu dziewczynom ironiczne spojrzenie.
Merlinie, nasi panowie wychodzą kiepsko na moim i Hermiony tle. Dwie waleczne i odważne, amen. Powinni o tym pisać powieści.
- Żałosne - skwitował Malfoy, myśląc zapewne o tym samy, a po krótkiej chwili cała grupa usłyszała chrząknięcie.
- Oh, widzę, że już się integrujecie? Cudownie! - Dyrektor rozpromieniony klasnął w dłonie. Uczniowie wytrzeszczyli na niego oczy.
Co tu się wyprawa? Człowiek głupieje od tego wszystkiego.
- Zapraszam, moi drodzy do sali. Usiądźcie, gdzie chcecie.
Różnica pomiędzy lokatorami dwóch domów była aż zanadto widoczna. Podzieleni na dwie grupy, wybrali najdalsze części klasy.
- Zaczniemy od najważniejszej rzeczy. Czy ktoś nie przyjmuję oferty i zechciałby zrezygnować z zajęć? - Albus pochylił delikatnie głowę do przodu, aby spojrzeć czujnie po kolei na każdego wychowanka, znad swoich okularów-połówek. Gryfoni wstrzymali oddech, jednak nikt nie wyraził sprzeciwu.
- Doskonale - kontynuował. - Przede wszystkim, z przykrością muszę oświadczać, iż nasze zajęcie nie zostały za-autoryzowane przez Ministerstwo. Z związku z tym muszę was prosić o pełną dyskrecję. Wolałbym, aby wasi koledzy nie wiedzieli po co tutaj przychodzicie i jakie nauki pobieracie.
Ślizgoni wymienili sceptyczne spojrzenia.
- A przechodząc do konkretów. Oto lista zajęć, jakie będziemy tutaj prowadzić.
Dyrektor machnął różdżką, a przed każdym pojawił się pojedynczy pergamin.

PRZEDMIOTY
Taktyka i logiczne myślenie
Nieplanowane pojedynki
Eliksiry w strategii
Przydatność Transmutacji
Zaklęcia i uroki w walce
Zielarstwo jako obrona

Przy tym ostatnim zadowolone spojrzenia Gryfonów pobiegły ku Nevillowi, na którego policzkach szybko zagościł rumieniec.
Nie będą nas oszczędzać, to prawie tyle przedmiotów, ile mamy w zwykłej podstawie!, pomyślała Ginny z przerażeniem. Jeżeli dodać do tego trening, dodatkowe prace od Snape’a i fakt, jak bardzo beznadziejna jestem w zielarstwie, mniemam, iż mój łączny czas na sen w ciągu doby wyniesie jakieś minus dwie godziny. Cudnie.
- Nie powinniście mieć takich niezadowolonych min. Nie będziecie pobierali nauk z każdej tematyki. Ja oraz kilku członków Zakonu Feniksa jesteśmy w trakcie obserwacji Waszych zdolności, ocen, jak i poziomu rozwoju. Nie będziemy skupiać się na słabych stronach, nie mamy niestety na to czasu. Każdy zostanie przydzielony na zajęcia, które najbardziej odpowiadają waszym zdolnościom oraz talentom. W nadchodzącym tygodniu otrzymacie prywatne listy z oceną oraz odpowiednim przydziałem. Panie Creevey, proszę nie mieć takiej przerażonej miny, to nie jest test i nie otrzymujecie stopni.
Hermiona odważyła się podnieść rękę do góry.
- A co z egzaminami, panie profesorze? W tym roku mamy Owutemy.
- Cieszę się, że poruszyła pani ten temat, panno Granger.
Dziewczyna zarumieniła się delikatnie.
- Co z egzaminami? Wszystko zależy od was. Jeżeli zauważymy duże postępy, rozwój oraz wzrost samorealizacji, Owutem z danego przedmiotu zostanie zaliczony z najwyższą oceną.
Chociaż jeden plus ten przygłupiej zabawy, pomyślał znudzony Draco, natomiast Ginny była zgoła odmiennego zdania.
Cudownie, czyli nam nic po tym. Ależ mamy szczęście Colin... Sądząc po spojrzeniu, jakie przesłał jej chłopak doszedł do dokładnie tego samego wniosku.
- Nasi młodsi uczniowie nie powinni się martwić. Ich ewentualny Owutem będzie brany pod uwagę w przyszłym roku. - Dyrektor mrugnął wesoło do dwójki szóstoklasistów.
Zdaje mi się, czy ktoś tu umie czytać w myślach?
- A teraz chodźmy zobaczyć, gdzie będziecie się uczyć!

***

Miejsce robiło wrażenie. Było ogromne. I podzielone na trzy pomieszczenia.
Pierwsze, z wielkim stołem, przekąskami i wieloma krzesłami obitymi miękkim materiałem, służyć będzie odpoczynkowi i przerwom między zajęciami.
Na przeciwko drzwi wejściowych, znajdowały się kolejne, prowadzące do drugiego pomieszczenia, a obok nich wielkie, weneckie lustro, przez które widać było ogromną, wygodną kanapę, stolik kawowy oraz kilka luźno stojących foteli. Ściany były zapełnione księgami i niezbędnymi przyborami, a między komodami wisiało dziewięć małych szafek na rzeczy osobiste uczniów.
Obok lustra zamontowany był niewielki głośniczek pozwalający na komunikację między dwoma salami, bez potrzeby przechodzenia przez nie.
Równolegle do powyższych klas, była jedna duża aula, zajmująca całą ich długość. Jej ściana była przeszklona, a w środku nie znajdowało się nic.

Była to sala do ćwiczeń.
© Agata | WS
x x x x x x x.