Obserwatorzy

Cytat

Nie mówię w tym samym języku, co ty.
Są pewne słowa, na które, wiem, nigdy się nie zdobędę.
I kiedy widzę, jak odpowiadasz mi uśmiechem,
W jakiś sposób,
Wiem dokładnie co masz na myśli.

Draco Malfoy/Ginny Weasley

niedziela, 18 września 2016

Rozdział II

Ginny obudziła się w sobotę z jedną myślą w głowie.
Jak to zrobić? Jak to zrobić? Jak to zrobić?
Miała wrażenie, że Snape zwariował w ostatnich dniach. Nigdy nie zwracał na nią uwagi, była dla niego kolejną głupią Gryfonką, a teraz nagle zachowuję się, jakby ją... testował.
We wtorek dostała dodatkowe wypracowanie. Myślała, że zawiniła zbyt głośną rozmową z Luną, ale wczoraj skupiła całą swoją uwagę, aby tylko nie popełnić żadnego błędu. Wywar wyszedł jej doskonale. Ale na co to komu, skoro znów musi robić gratisową pracę domową?

Zdurniał, zdurniał, zdurniał.
Wychodząc z Wieży nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej nauczyciel po prostu zwariował. Nigdy nie robiła eliksiru poza lekcjami, bez jego uwag i stałej czujności. Przecież coś spali, zniszczy, wybuchnie!
Nie, czekaj koleżanko. To akurat specjalność Colina, nie twoja. Ciekawa sprawa, niby GDZIE JA MAM WAŻYĆ ten nieszczęsny eliksir? Jak? Gdzie? PO CO? Eliksir rozpaczy. Cudownie, zrobię go, po czym wypije w całości, a i tak nie poczuję żadnej różnicy, bo już jestem w ROZPACZY.
Tak, wybornie. Poziom siódmego roku. Gratuluję Snape, jesteś świetny. Doskonały. Ten eliksir robi się dwie doby. DOBY. Myślisz, że tego nie wiem? Że o nim nie słyszałam?

Boże, teraz to ja zdurniałam. Rozmawiam ze Snapem. W myślach. Merlinie, byleby nie zaczął mi odpowiadać. Wtedy to już zgłupieję...
Ginny poczuła lekkie szarpnięcie, ale nie przeszkodziło jej to w kontynuowaniu wewnętrznego monologu.
- Ale uważać to byś trochę mogła. - Ledwo dotarł do niej czyjś głos. 
- Tak, tak, przepraszam.
Blaise zatrzymał się rozbawiony i pomachał dziewczynie ręką przed twarzą.
- „Przepraszam”? Merlinie, dobrze się czujesz?
Nie uzyskał odpowiedzi, a nie przywykł do ignorowania. Gwałtownie potrząsnął rudowłosą, która natychmiast ocknęła się z zamyślenia.
- To ty... - burknęła, gdy zobaczyła jego twarz przed swoją. Natychmiast się cofnęła.
- Ginewro Molly Weasley, ciebie też rozkosznie widzieć! - chłopak wyszczerzył zęby i klasną w dłonie.
- Znasz moje drugie imię? - dziewczyna uniosła brew i zmrużyła niebezpiecznie oczy.
- Trzeba znać swoich wrogów, ot co.
- Oh - Ginny przez chwilę się zastanowiła. - No coś w tym jest.
- Czy ty się właśnie ze mną zgodziłaś?
- Czy ty masz własne życie? - burknęła.
- Twoje jest bardziej fascynujące.
Weasley przewróciła oczami i nawet nie fatygowała się z odpowiedzią. Skręciła w kierunku schodów prowadzących do lochów.
- Hej, czekaj! Młoda damo, kierunki ci się mylą. Mieszkasz na górze. - Zabini nie odpuszczał. Naprawdę nie był przyzwyczajony do ignorowania.
- Daj mi spokój, wiem gdzie mieszkam. Idź sobie.
- Ani mi się śni!
Dziewczyna stanęła wściekła, zakładając ręce na boki. Tego spojrzenia bali się nawet ich bracia. Blaise przystanął zdezorientowany i podniósł dłonie w geście obrony.
- W porządku, w porządku, poddaję się. Ty mała, złośliwa istoto. Powiesz mi tylko gdzie idziesz? Jestem ciekawy.
- Ha! - dziewczyna wykrzyknęła triumfalnie, po chwili zastanowienia. - Oczywiście, powiem ci, jasne.
Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie, ale tylko wzruszył ramionami.
- Idę ważyć eliksir. Powiedz mi: gdzie?
- Phi, nie jesteś na to za grzeczna? Dobrze wiesz, że nie można robić takich rzeczy.
- Nie prychaj na mnie, tylko odpowiedz. Nie twoja sprawa czy przestrzegam zasad czy nie.
Chyba chwilowo nie będę go uświadamiać, że w normalnej sytuacji nie warzyłabym tego eliksiru. Zresztą, kto o zdrowych zmysłach by to robił? W czasie wolnym...
Zapowietrzyła się nagle.
No tak, Harry, Ron i Hermiona. Tak się biedacy namęczyli, a odpowiedź mieli pod samym nosem. Plątała się ciągle obok nich, taka mała, ruda i przestraszona. 
Zaśmiała się ponuro do własnych myśli.
- Jesteś normalna? - Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie.
- Chyba nie. - Dziewczyna jęknęła słabo w odpowiedzi.
On tylko pociągnął ją za rękę, prowadząc w nieznane. A nieznane musiało jeszcze trochę poczekać, gdy Ginny ocknęła się w międzyczasie, że w końcu nie wzięła jeszcze żadnych składników.
- No, no Weasley, imponujesz mi. Kradzież składników, włamanie do gabinetu Snape'a?
Kretyn.   
Wolała nie wymawiać na głos swoich myśli.
Pojawili się przed wielkimi, drewnianymi drzwiami, a Blaise sięgnął po różdżkę.
- Nie możesz tutaj wejść - zaperzyła się dziewczyna, spoglądając na wejście do owianej tajemnicą klasy.
Od lat mijała to miejsce, ale nauczyciele kategorycznie zabraniali im zobaczyć co jest za murem. Po szkole krążyły już legendy o mordowaniu, czarnej magii i wydarzeniach z przeszłości.
- Moja droga, oczywiście, że mogę. Jestem pełnoletni - nawet w świetle prawa mam więcej uprawnień, niż ty. A co dopiero tutaj, na moim terenie.
Gryfonka prychnęła, ale nie miała zamiaru się kłócić. Chwilowo go potrzebowała.
- Co ty wyprawiasz? - Oboje usłyszeli warknięcie. Jak na komendę odwrócili się, aby zobaczyć wściekłą twarz Malfoya.
- Pomagam Draco, pomagam. - Zabini ani trochę nie przejął się przybyłym chłopakiem.
- Od kiedy pomagamy Gryfonom? - Blondyn niemalże wysyczał ostatnie słowo.
- No cóż, zakładam, że Ty nie masz zamiaru tego robić. Natomiast ja jestem uosobieniem dobra i miłosierdzia. Ona jest ruda Draco, a ten fakt mówi sam za siebie. Chciałabyś być rudy? Aż się prosi o pomoc takiej istocie. 
- Hej, hej, jestem tutaj i nadal wszystko słyszę. - Uniosła się dziewczyna, szturchając Zabiniego w ramię.
- A ty - zwróciła się w kierunku Malfoya. - Bądź tak łaskawy i nie wtrącaj się w sprawy, które cię nie dotyczą.
Zobaczyła gwałtowną zmianę wyrazu twarzy chłopaka.
Oho, przesadziłam. Brawo Ginny, to będzie powolna i bolesna śmierć.
Malfoy szybko się do niej przysunął, niemal przygważdżając ją do ściany.
- Uważaj Weasley, bo za wysoko mierzysz, a Wielkie Trio może nie zawsze zjawić się na czas - szepnął chłopak i spojrzał jej w oczy swoim stalowym spojrzeniem, którego tak bali się uczniowie.
Dziewczyna nie odpowiedziała, próbując opanować walenie serca. Miała wrażenie, że teraz cały zamek słyszy to łopotanie w jej klatce piersiowej.
- Nie robi. To. Na. Mnie. Wrażenia - warknęła, uświadamiając sobie, że jakimś cudem nie drży jej głos.
Zabini szybko wkroczył do akcji rozdzielając parę i odciągając swojego przyjaciela. Na odchodnym tylko wyszeptał do rudowłosej instrukcje i zaraz obydwaj znikali za rogiem.
Ginny stała jeszcze przez chwilę oparta o ścianę, próbując opanować nerwy. Była z siebie dumna, że nie okazała strachu, a z drugiej strony zbeształa się w duchu za niepotrzebne komentarze.
Ha, jestem super.   
Drobny komplement. Chociaż tyle w tej chwili mogła dla siebie zrobić.

***

- I mówisz, że znasz to miejsce od Ślizgona? I Ślizgon powiedział ci jak tutaj wejść? - mruknął nieprzekonany Colin, gdy w raz z przyjaciółką siedział w okazałej sali.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Spodziewałam się czegoś... więcej. Chyba - stwierdziła, marszcząc brwi.
Sala była całkowicie zwyczajna. Oczywiście elegancka i ekskluzywna, ale... Nie tego się spodziewała po latach plotek. Była wielka, w barwach Slitherinu, a pod ścianami tłoczyły się wszelkiego rodzaju kredensy z najróżniejszymi rzeczami.
Może brakowało jej krwi wrogów na posadzce? Albo kilku trupów pod ścianą?
- Salazar miał ewidentnie kompleksy, nie wydaje Ci się? - Zauważyła dziewczyna.
- Hm?
- No myślisz, że dużo ma jeszcze tych swoich ukrytych, magicznych pomieszczeń, o których krążą legendy i nikt, poza jego uroczymi wychowankami nic o nich nie wie?
- Wiesz, bardziej niepokoi mnie fakt, że już gościłaś w dwóch z nich. Mam nadzieję, że nie zamierzasz za bardzo kontynuować tradycji.
Rudowłosa zachichotała pod nosem. Wiele osób, w tym jej najbliżsi, nadal sądziło, że Ginny ma traumę po przeżyciach z pierwszej klasy. Że nie śpi nocami, a w wolnych chwilach płacze w kącie.
A przecież ja nawet nie pamiętam większości tego roku i dobrze wiem, że nie działałam celowo. Phi, wstrząs. Ten to mógłby mieć Harry, po tym jak mnie ratował, podczas, gdy ja wesoło i nieprzytomnie leżałam na ziemi.
Tylko do dzienników wciąż miała awersje. Pamiętnika to już na pewno nigdy nie będę pisała, o nie.

- Czy to nie złośliwość w najczystszej formie? Jak mógł mi kazać przygotować eliksir, twierdząc, że nie jego sprawa gdzie to zrobię?! Dobrze wie, że to zakazane i nie można, od tak sobie, tworzyć mikstur. Co on właściwie wyprawia? Chce, żeby mnie wyrzucili? - wybuchnęła w pewnym momencie dziewczyna.
Było gorąco, mimo, że siedzieli w lochach. Włosy kleiły im się do twarzy. Z kociołka buchał straszliwie czarny dym.
- To jest całkiem możliwe, no nie? - Colin po chwili zastanowienia, uniósł brwi, patrząc na Gryfonkę znacząco.
- No tak, właściwie to tak... - westchnęła ciężko, ale w jednej sekundzie jej twarz się rozpromieniła. Chłopak spojrzał na nią przestraszony.
- Ale na pewno nie spodziewał się, że to jego własny uczeń mi pomoże! Szach-mat, Snape - krzyknęła zadowolona. - Kretyn, nie docenił mojego uroku osobistego.
- Pozwolę sobie nawet tego nie skomentować.
- Prawidłowo, tak będzie lepiej dla wszystkich.
- Dla ludzkości.
- Otóż to. 

Reszta dnia, o dziwo, minęła im bezproblemowo. Na ile pozwalała to obecna sytuacja oczywiście. Gdy wracali wieczorem do swojej Wieży, z satysfakcją po konstruktywnym dniu, śmiejąc się i dokazując, nie sądzili, że pewna para stalowoszarych oczów obserwuję ich z daleka. I, że właściciel tych oczu nie może nadziwić się, że ta rudowłosa dziewczyna jest inna, niż jej gryfońscy idioci-koledzy, mimo, że sam nie potrafił do końca sprecyzować czym owa inność jest.

***

- Znów się spotykamy - roześmiał się Blaise, tym razem natykając się na Ginny pod salą od Transmutacji.
- Cudownie - sarknęła dziewczyna, wywracając oczami.
- Więcej entuzjazmu koleżanko poproszę, nie każdy ma tyle szczęścia.
- Nie każdy ma takiego pecha, oto co chciałeś powiedzieć.
- Ranisz me serce! - Chłopak teatralnie przycisnął ręce do klatki piersiowej.
Rudowłosa tylko cudem powstrzymała uśmiech wpełzający na jej usta. Nie może i nie chce zaprzyjaźniać się z uczeniem Slitherinu.
- I jak tam twoje nielegalne praktyki? - zapytał po chwili Blaise, a dziewczyna zmarszczyła brwi, zastanawiając się o co mu, do licha, chodzi.
Przekręciła głowę, ale nagle spłynęło na nią olśnienie.
- Ah, to. Tak, sala jest przydatna. Cóż... - Zawahała się przez chwilę. - Dzięki.
- Piękne podziękowania, na to czekałem. Tak źle było?
- Jakaś cząstka mnie właśnie umarła.
Chłopak nie miał niestety możliwości na zgrabną ripostę, ponieważ jak na znak, zza rogu wyszli pozostali Gryfoni.
- Ginny! Wszędzie cię szukaliśmy. Nagle zapragnęłaś zmienić towarzystwo? - zapytał Colin rozbawiony. Nigdy nie przeżył scysji z lokatorami innego domu, także nie obawiał się odzywać w ich towarzystwie.
Zresztą, jego osobowość nie do końca pozwalała mu na stereotypowe myślenie i doznawanie nienawiści. Po prostu jego natura była ponad to.
- Musiałam zajrzeć na chwilę do biblioteki, wybacz - mruknęła dziewczyna w odpowiedzi, nie zamierzając nawet reagować na zaczepkę.
- Czego tam szukałaś? - zapytał podejrzliwie Ron, który żart Creevey'a wziął sobie za bardzo do serca.
- Serio, Ron, serio? Zastanów się, co mogłam robić w bibliotece, hm?
- Tylko pytam, skąd ta agresja? - Chłopak próbował się bronić, chociaż wiedział, że czasami jego nadopiekuńczość wymyka się spod kontroli.
- Tylko kontrolujesz, stąd ta agresja.
Chłopak pokręcił zrezygnowany głową, zwracając się do Blaise’a, aby najwidoczniej wyżyć się na kimś innym.
- Gdzie zgubiłeś swoich ohydnych kumpli? Są nawet ponad to, aby zjawić się i osobiście odmówić udziału?
- Ron, uspokój się - rzuciła Hermiona, która, choć w duchu zgadzała się z przyjacielem, nie popierała takich zachowań. Adresat nie wydawał się jednak przejęty:
- Skąd pomysł o odmawianiu czegokolwiek i komukolwiek? - spytał ironicznie, krzyżując ręce na piersi. Tego Weasleya akurat nie lubił ani trochę. Był zbyt narwany.
I zbyt rudy, rzucił chłopak sam do siebie w duchu.
Ron patrzył oniemiały, nie potrafiąc nic odpowiedzieć.
- Co tam Ginny, gotowa na pierwszy trening? Chciałabym zrobić wkrótce eliminacje. - rzucił szybko Harry. Bo chociaż sam był zaskoczony, chciał przerwać kłótnię, zanim ta mogłaby się rozpocząć.
- Jasne! - rzuciła dziewczyna z entuzjazmem. - Gotowa, zwarta i niecierpliwa.
Potter zaśmiał się w odpowiedzi, poklepując ją po ramieniu.
- Doskonale, tego nam trzeba.
- Brawo Weasley, twój chłopak wreszcie zauważył o twoim istnieniu? - rzucił Draco Malfoy podchodząc wraz z Teodorem do grupy.
Creevey i Granger westchnęli zrezygnowani równocześnie, nie mogąc się nadziwić temu, że wszyscy tu starają się dolewać oliwy do ognia i wywołać awanturę.
Ginny poczuła, jak Harry sztywnieje obok i kieruję swą rękę ku różdżce.
- Daj spokój, Malfoy, to już było. Nie śmieszne i nudne - rzekła szybko, mając nadzieję zgasić chłopaka. Zrobiła delikatny krok do przodu, aby stanąć przed Potterem.
- Nikogo i tak nie obchodzi co masz do powiedzenia, wiesz o tym przecież - dodała Hermiona, także wysuwając się na przód.
Nott rzucił obu dziewczynom ironiczne spojrzenie.
Merlinie, nasi panowie wychodzą kiepsko na moim i Hermiony tle. Dwie waleczne i odważne, amen. Powinni o tym pisać powieści.
- Żałosne - skwitował Malfoy, myśląc zapewne o tym samy, a po krótkiej chwili cała grupa usłyszała chrząknięcie.
- Oh, widzę, że już się integrujecie? Cudownie! - Dyrektor rozpromieniony klasnął w dłonie. Uczniowie wytrzeszczyli na niego oczy.
Co tu się wyprawa? Człowiek głupieje od tego wszystkiego.
- Zapraszam, moi drodzy do sali. Usiądźcie, gdzie chcecie.
Różnica pomiędzy lokatorami dwóch domów była aż zanadto widoczna. Podzieleni na dwie grupy, wybrali najdalsze części klasy.
- Zaczniemy od najważniejszej rzeczy. Czy ktoś nie przyjmuję oferty i zechciałby zrezygnować z zajęć? - Albus pochylił delikatnie głowę do przodu, aby spojrzeć czujnie po kolei na każdego wychowanka, znad swoich okularów-połówek. Gryfoni wstrzymali oddech, jednak nikt nie wyraził sprzeciwu.
- Doskonale - kontynuował. - Przede wszystkim, z przykrością muszę oświadczać, iż nasze zajęcie nie zostały za-autoryzowane przez Ministerstwo. Z związku z tym muszę was prosić o pełną dyskrecję. Wolałbym, aby wasi koledzy nie wiedzieli po co tutaj przychodzicie i jakie nauki pobieracie.
Ślizgoni wymienili sceptyczne spojrzenia.
- A przechodząc do konkretów. Oto lista zajęć, jakie będziemy tutaj prowadzić.
Dyrektor machnął różdżką, a przed każdym pojawił się pojedynczy pergamin.

PRZEDMIOTY
Taktyka i logiczne myślenie
Nieplanowane pojedynki
Eliksiry w strategii
Przydatność Transmutacji
Zaklęcia i uroki w walce
Zielarstwo jako obrona

Przy tym ostatnim zadowolone spojrzenia Gryfonów pobiegły ku Nevillowi, na którego policzkach szybko zagościł rumieniec.
Nie będą nas oszczędzać, to prawie tyle przedmiotów, ile mamy w zwykłej podstawie!, pomyślała Ginny z przerażeniem. Jeżeli dodać do tego trening, dodatkowe prace od Snape’a i fakt, jak bardzo beznadziejna jestem w zielarstwie, mniemam, iż mój łączny czas na sen w ciągu doby wyniesie jakieś minus dwie godziny. Cudnie.
- Nie powinniście mieć takich niezadowolonych min. Nie będziecie pobierali nauk z każdej tematyki. Ja oraz kilku członków Zakonu Feniksa jesteśmy w trakcie obserwacji Waszych zdolności, ocen, jak i poziomu rozwoju. Nie będziemy skupiać się na słabych stronach, nie mamy niestety na to czasu. Każdy zostanie przydzielony na zajęcia, które najbardziej odpowiadają waszym zdolnościom oraz talentom. W nadchodzącym tygodniu otrzymacie prywatne listy z oceną oraz odpowiednim przydziałem. Panie Creevey, proszę nie mieć takiej przerażonej miny, to nie jest test i nie otrzymujecie stopni.
Hermiona odważyła się podnieść rękę do góry.
- A co z egzaminami, panie profesorze? W tym roku mamy Owutemy.
- Cieszę się, że poruszyła pani ten temat, panno Granger.
Dziewczyna zarumieniła się delikatnie.
- Co z egzaminami? Wszystko zależy od was. Jeżeli zauważymy duże postępy, rozwój oraz wzrost samorealizacji, Owutem z danego przedmiotu zostanie zaliczony z najwyższą oceną.
Chociaż jeden plus ten przygłupiej zabawy, pomyślał znudzony Draco, natomiast Ginny była zgoła odmiennego zdania.
Cudownie, czyli nam nic po tym. Ależ mamy szczęście Colin... Sądząc po spojrzeniu, jakie przesłał jej chłopak doszedł do dokładnie tego samego wniosku.
- Nasi młodsi uczniowie nie powinni się martwić. Ich ewentualny Owutem będzie brany pod uwagę w przyszłym roku. - Dyrektor mrugnął wesoło do dwójki szóstoklasistów.
Zdaje mi się, czy ktoś tu umie czytać w myślach?
- A teraz chodźmy zobaczyć, gdzie będziecie się uczyć!

***

Miejsce robiło wrażenie. Było ogromne. I podzielone na trzy pomieszczenia.
Pierwsze, z wielkim stołem, przekąskami i wieloma krzesłami obitymi miękkim materiałem, służyć będzie odpoczynkowi i przerwom między zajęciami.
Na przeciwko drzwi wejściowych, znajdowały się kolejne, prowadzące do drugiego pomieszczenia, a obok nich wielkie, weneckie lustro, przez które widać było ogromną, wygodną kanapę, stolik kawowy oraz kilka luźno stojących foteli. Ściany były zapełnione księgami i niezbędnymi przyborami, a między komodami wisiało dziewięć małych szafek na rzeczy osobiste uczniów.
Obok lustra zamontowany był niewielki głośniczek pozwalający na komunikację między dwoma salami, bez potrzeby przechodzenia przez nie.
Równolegle do powyższych klas, była jedna duża aula, zajmująca całą ich długość. Jej ściana była przeszklona, a w środku nie znajdowało się nic.

Była to sala do ćwiczeń.

8 komentarzy:

  1. Ajajaj! Nareszcie! Nie mogłam się wprost doczekać tego rozdziału. Lekki, przyjemny, wspaniały. Rozbawiły mnie przekomarzanki Blaisa i Ginny, oni mogą być naprawde wspaniałymi przyjaciółmi.
    Pozrawiam
    Ciekawa, co dalej Fumi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, dziękuję bardzo, jesteś kochana :)
      "Lekki, przyjemny, wspaniały." - doskonały komplement, jestem wdzięczna!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Hello!
    Jestem tu po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Już mi się podoba! Kocham Draco i ginny jako parę, ale niestety fan fiction o nich jest bardzo mało.
    Cudownie piszesz, lekko i przyjemnie się czyta.
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za informacje chociaż nie prosiłam ale poczytam z przyjemnością.
    Uprzedzam jednak że jest od tego zakładka "SPam" tak na przyszłość.
    Wrócę z odpowiednim komentarzme.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajny rozdział! Podobały mi się przekąsy Ginny i Blaise'a. Rozdzialik jest bardzo lekki, przez co czyta się go całkiem szybko; jest długi a wcale tego nie czuć :)
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!
    ______________________________
    Devirose
    wczorajszy-dzien.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny. Podoba mi sie to ja piszesz, bardzo lubię ten parring i cieszę sie ze powstaje o nim dobry blog. Zycze ci bardzo duzo weny i cierpliwości ;*
    Blog cudnyyy taki jak ten rozdział
    ~ goska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za opinie :* Mam nadzieję, że następne rozdziały będą jeszcze lepsze :)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  6. Zakochałam się w tym blogu. Jest tak lużno pisany. Rozdziały długie. Idealny akurat dla mnie.
    Zazdroszczę sposobu pisania. Też bym chciał tak umieć. Co do błędów na kilka natrafiłam lecz wytykać ich nie będę. W końcu ja też je popełniam. Ale postanowiłam pozostawić pod każdym taki drobny znak:) Sama wiem jak on cieszy.
    Pierwszy raz czytam take opowiadanie. kiedyś zastnawiałam się o takiej parze jak Draco i Gini.
    Więc może na koniec jedynie dodam
    życzę weny i proszę o informację o nowym rozdziale
    http://hogwart-you-can-find-my-world.blogspot.com/p/sowiarnia.html

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS
x x x x x x x.