Obserwatorzy

Cytat

Nie mówię w tym samym języku, co ty.
Są pewne słowa, na które, wiem, nigdy się nie zdobędę.
I kiedy widzę, jak odpowiadasz mi uśmiechem,
W jakiś sposób,
Wiem dokładnie co masz na myśli.

Draco Malfoy/Ginny Weasley

piątek, 20 stycznia 2017

Rozdział IV

- Przypomnij mi, co tu robimy? - burknął Blaise, siadając na pobliskim konarze i bawiąc się różdżką.
- Udajemy, że odrabiamy nasz szlaban? - westchnęła dziewczyna, w duchu przypominając sobie jak ojciec zawsze zwracał jej uwagę na to, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Jakież to przykre. Po co mu, na Merlina, szyszki? Szukanie martwego jednorożca - w porządku, zasadzenie nietypowej rośliny - okej, modły odprawiane o północy - jakoś przejdą… ale szyszki? Nową chatę będzie sobie budował czy co? - chłopak nawet nie starał się ukrywać rozdrażnienia.
- Któż to wie, Blaise, któż to wie...
- A tak swoją drogą, jak się czujesz? No wiesz, po tym wypadku?
- Wypadku - prychnęła dziewczyna i także opadła na ziemię, opierając się o najbliższe drzewo. - Nic mi nie jest.
- Wybornie.
- Tak, mnie też to cieszy. Chociaż uważam, że niekoniecznie musicie wciąż się kłócić. Nie znudziło wam się po tylu latach? - Ginny zmarszczyła brwi, jakby naprawdę nie potrafiła pojąć sytuacji.
- Daj spokój, sama ciągle wplątujesz się w jakieś awantury. Darco chociażby? - chłopak przekrzywił głowę z ironicznym uśmiechem.
- Nie wymądrzaj się. Poza tym, te nasze dyskusje, to bardziej dla sportu i nie cierpią przy nich niewinne istoty. Zresztą, zapewne sam zauważyłeś, że zazwyczaj nie ja to wszystko zaczynam.
- Jasne, tak sobie wmawiaj! - mruknął chłopak i skrzyżował ręce na piersi. Po chwili szybko dodał:
- Zresztą, wczorajszy epizod nie był moim wymysłem. Twój uroczy, nadgorliwy braciszek sam postarał się o to, że mnie znaleźć. Nakrzyczał na mnie.
Ginny pokręciła głową i skrzywiła się:
- A czego on mógł od ciebie chcieć?
- Cytować?
- Jeżeli czujesz taką potrzebę... - dziewczyna nie była pewna co o tym sądzić.
- “Odczep się od mojej siostry, nie kręć się przy niej, bla bla bla, jestem duży i zły i cię walnę.” - rzucił Blaise piskliwym głosem. Nie był to co prawda głos Rona, ale można powiedzieć, że było… blisko.
- Nie - szepnęła Weasley, szybko się prostując.
- A tu proszę.
- Kretyn.
- Zgadza się.
- Zabiję go.
- Chętnie cię wesprę.
- Zamknij się.
- W porządku.
Przez chwilę siedzieli w ciszy.
- Aż zabrakło mi słów, a to niedobrze.
- Oh, nie martw się, nie boję się twojego brata, nadal czasem się do ciebie odezwę - zaśmiał się chłopak.
- Kamień z serca, mogę umrzeć szczęśliwa! - ironicznie odpowiedziała Ginny i znów oboje się zaśmiali. - Dam znać, jeżeli poczuję potrzebę rozmowy z jakimkolwiek Ślizgonem.
- Nastąpi to szybciej, niż ci się wydaje, zapewne. Zgaduję, że jesteś na eliksirach, a my także. Ale daj spokój. Ja czy Draco. Naprawdę jesteśmy w porządku. To tylko gra, wiesz?
- Jeżeli to gra, to ja nie chcę się bawić. Znajdźcie sobie kogoś innego, kto zrozumie wasze pokręcone reguły. Albo prosiłbym o jakiś poradnik. A zresztą, czytałam kiedyś pewną książkę - odpowiedziała dziewczyna, a Blaise wytrzeszczył na nią oczy, nie rozumiejąc kiedy zmienili temat, ale ta kontynuowała po chwili: - I takie jedno zdanie idealnie opisuje twojego ulubionego koleżkę, wiesz? "Na zewnątrz chłodny i zdystansowany. Ale w środku, w głębi duszy, zdystansowany i chłodny." - rzekła i przekrzywiła głowę, czekając na przytaknięcie…
W jakim była szoku, gdy okazało się, że nie czekała na marne.
- Chyba coś w tym może być. Ale ja sądzę, że ty po prostu stanowisz dla niego wyzwanie. Nie każdy tak zgrabnie ripostuję te jego zaczepki.
Ginny nie do końca się z tym zgadzała, ale nie zamierzała dyskutować o masochistycznych zapędach Malfoya.

Nie był to ich najkonstruktywniejszy szlaban.

- To naprawdę głupie, że zabronili nam używać magii, ale nie zabrali różdżek - mruknął Zabini, gdy w pięć minut uporali się z powierzonym zadaniem.
- No cóż, nie będziemy narzekać. - Ginny wyszczerzyła zęby. - Powinniśmy chyba powoli wracać i zobaczyć czy się nie pozabijali. Ron i Malfoy w jeden grupie? E, nie, to nie powinno mieć miejsca.
- Możesz się zdziwić. Wczoraj chyba naprawdę zgadzali się ze sobą. Draco też nie pochwala naszej relacji.
Dziewczyna aż przystanęła ze zdziwienia.
- Świat się kończy.

//

- Ronaldzie Weasley - warknęła, gdy tylko została sama ze starszym bratem. Chłopak spojrzał na nią przerażony. Znał ten ton.
- Tak? - zapytał cicho, rozglądając się dokoła, jakby ściany nagle zaczęły być bardzo interesujące.
- Powiem to tylko raz. Więc zapamiętaj sobie, proszę - rzekła mocno. - To z kim rozmawiam, gdzie chodzę i w jakim towarzystwie spędzam czas, to tylko i wyłącznie moja sprawa.
Ronowi szybko poczerwieniały uszy.
- On jest wrogiem! - niemalże krzyknął.
- Nie moim - głos Ginny nie był wcale bardziej opanowany.
- Mam prawo kontrolować co robisz!
Dziewczyna zacisnęła ręce w pięści.
Bardzo szybko przerodzili tę rozmowę w kłótnie.
Sprzeczali się aż do portretu, gdzie spotkali Hermionę, która natychmiast odciągnęła Rona i oburzona zaczęła mu tłumaczyć, że ma natychmiast przestać. Ginny nie mając ochoty na więcej dyskusji, poszła do swojego dormitorium. Długo nie mogła usnąć, wymyślając co lepsze wersje minionej dyskusji, w której to coraz bardziej niszczyła brata.
Szkoda, że najlepsze riposty przychodzą do głowy po fakcie.

Sytuacja między rodzeństwem była napięta aż do następnego popołudnia, gdy zapomnieli o urazach, skupiając się na nadchodzących zajęciach.
- Czas wychodzić - szepnęła podekscytowana Ginny do Harry’ego, który także nie krył emocji. Siedzieli właśnie przed kominkiem w Pokoju Wspólnym i dyskutowali o tym co może ich czekać. Zdaje się, że Granger podchodziła do sprawy z największym rozsądkiem i jako jedyna nie przewidywała żadnych wybuchów i zatrzęsienia ścian.
Żadne z nich nie mogło się doczekać pierwszych zajęć, a Ron i Colin w duchu zazdrościli dwójce przyjaciół, że pierwsi przekonają się jak to ma wyglądać.
Harry wstał i podał rękę Ginny, aby ta mogła podnieść się z podłogi, na której siedziała. Dziewczyna wyszczerzyła zęby do brązowłosej, a ta życzyła im powodzenia.
- Będziemy tu na was czekać - krzyknął jeszcze na pożegnanie Neville, a tamci mu pomachali.
Obydwoje zgodnie jęknęli, gdy pod Salą Ćwiczeń zobaczyli Malfoya oraz Notta. Uczniowie Slitherinu, także nie wyglądali na zachwyconych, jednak zanim zdążyli zacząć kolejną dyskusję zza rogu wyszedł mężczyzna, z długimi włosami oraz czerwoną, odznaczającą się szatą.
- Zapraszam - powiedział i machnął różdżką, co sprawiło, że drzwi się otworzyły na oścież.
Uczniowie weszli do pierwszego pomieszczenia i niepewnie usiedli na fotelach.
- Witajcie - zaczął profesor. - Jestem Savage, auror z Ministerstwa Magii. Nie róbcie takich zaskoczonych min, wiem, że zajęcia nie zostały oficjalnie zaaprobowane, jednak od dawna jestem przyjacielem Dumbledore’a, który poprosił mnie o przysługę nauczania was. Mam nadzieję, że będziecie traktowali te zajęcia poważnie.
Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi:
- Jeżeli nie - prawie krzyknął, na co Ginny lekko podskoczyła na swoim fotelu. - Nie będę miał żadnych skrupułów, aby was z nich wyrzucić. Rozumiemy się?
Wszyscy kiwnęli głowami, a Malfoy nie mógł sobie odpuścić ironicznego uśmiechu. Miał ojca psychopatę, takie zagrywki nie robiły na nim wrażenia.
- Doskonale - mruknął nauczyciel. - Dzisiaj skupimy się na organizacji, aby nie przyszło wam do głowy sprawdzać w międzyczasie na co możecie sobie pozwolić, a na co nie. Przede wszystkim cel zajęć. Nieplanowane pojedynki. Chodzi o to, że wróg nie ostrzega, że was atakuję. Musicie być zawsze na to przygotowani. Nikt nie będzie was pytał czy macie w gotowości różdżkę, czy chcecie akurat walczyć albo czy potrzebujecie chwili, aby się skupić. Będzie się to działo tu i teraz. Pod koniec roku po prostu macie być gotowi.
Uczniowie patrzyli w ciszy, nie przerywając.
- W porządku. Dzisiejsze zajęcia są jedynymi, na których nie otrzymacie ćwiczeń do przerobienia na najbliższy tydzień. Jedynymi. Zapamiętajcie sobie dobrze: nie przyjmuję żadnych usprawiedliwień. Ani złamane kończyny, ani natłok prac domowych nie będę wymówką dla nieprzygotowania. Czy wszystko jest jasne?
W odpowiedzi nauczyciel otrzymał kilka niewyraźnych pomruków.
- Wesaley, wstawaj! - warknął nagle.
Ginny spojrzała na niego z wytrzeszczonymi oczami zastanawiając się skąd ten człowiek wie jak się nazywa.
- Nie bądź taka zdziwiona. Znam twojego ojca, łatwo się domyślić czyim dzieckiem jesteś.
Malfoy prychnął cicho
- Będziesz naszym protokolantem. Notujesz wszystko co jest istotne i warte zapamiętania. Pod stołem w szafce znajdziesz potrzebne do tego narzędzia. Poukładaj je i wykorzystaj według swojego widzimisię.
Gryfonka kiwnęła głową, zadowolona, że może się czymś zająć, zastanawiając się przy okazji czy Savage należy do osób ceniących jej rodzinę, czy może wręcz przeciwnie. Auror przez następne piętnaście minut opowiadał o tym jak wyglądać mają zajęcia, a następnie - ku zgrozie zgromadzonych - zaczął zadawać pytania. Ignorował jednak Ginny, wciąż „zajętą” organizacją swojej nowej pracy.

- Doskonale - rzekł w końcu. - Wasza wiedza jest całkiem przyzwoita. Możecie już iść. Widzimy się za tydzień. A w międzyczasie możecie poćwiczyć zaklęcia obronne. Słyszałem o waszych relacjach co nie co, dlatego najbezpieczniej będzie, żebyście póki co podzielili się na pary według Domów i w ten sposób praktykowali.

Niestety Weasley na tyle wyłączyła się z wydarzeń, że nawet nie zauważyła, że zajęcia zostały zakończone. Gdy już się ocknęła, była w klasie sama.

Świetnie, wszyscy poszli. Nawet Harry o mnie zapomniał. A ja nadal siedząc tutaj i udaję, że szukam czegoś w szafce. Chyba sensu życia.
Beznadzieja. Na co się tak starałam, żeby ten człowiek mnie ignorował?

Okazało się jednak, że Potter czekał na nią przed salą.
- Strasznie zaangażowałaś się w swoją nową rolę, hm? - zagadną zaskoczony, kiedy w końcu dziewczyna wyszła na korytarz.
- Zaangażowałam się raczej w udawanie, że nie istnieję, aby uniknąć ognia pytań… - mruknęła, rozcierając sobie nogi, zdrętwiałe po takim czasie na podłodze.
Harry zaśmiał się, kręcąc głową i razem ruszyli ku wieży spod znaku Lwa, aby zdać relację pozostałym mieszkańcom.

//

Dopiero porządny trening Quidditcha pozwolił się Ginny w pełni zrelaksować i nacieszyć życiem. Podczas eliminacji do drużyny niestrudzenie ćwiczyła nowe kombinacje taktyczne  oraz wymyślne formacje. Nie było dla nikogo niespodzianką, że Harry z niej nie zrezygnował i zachowała swoją pozycję ścigającego.
- Manewr Porskowej wychodzi nam już prawie idealnie! - krzyknęła na jednym tchu do Kapitana, podnosząc kciuki w górę.
- Opanowaliście to wybornie, macie moje błogosławieństwo - Harry wyszczerzył się do dziewczyny. Od roku to oni najlepiej dogadywali się w drużynie, nieustannie żartując między sobą z wpadek Rona i kiepskiego refleksu nowego w drużynie trzecioklasisty.
- Kończymy na dzisiaj - krzyknął chłopak i gestem nakazał wszystkim wylądować. - Było świetnie. W najbliższym meczu mamy naprawdę duże szanse. Idźcie teraz się wykąpać i uważajcie na swoją kondycję i zdrowie w następnych tygodniach. Widzimy się w sobotę, na kolejnym treningu.
Cała drużyna skierowała się w stronę szatni i na swoje nieszczęście minęli się z zawodnikami Slitherinu, którzy jak zwykle nie mogli odpuścić sobie złośliwości. Goyle próbował wpaść na Rona, ale potknął się i ledwo utrzymał równowagę. Natomiast Draco zachował swój poziom:
- Ciekawe Potter, że po latach w końcu zwróciłeś uwagę na swoją dziewczynę - westchnął teatralnie, wbijając w chłopaka wzrok.
- Zamknij się - warknął ten w odpowiedzi, sięgając wolną ręką po różdżkę. To jednak Malfoya nie speszyło:
- Aż dziwne, że się przeszkadzają ci szaty ze śmietnika i rozwalające się buty. Myślałem, że to nawet poniżej twojej godności, ale chyba nic się z niej już nie zachowało.
- Żałosne - mruknęła dziewczyna, mrużąc oczy. - Tylko na tyle cię stać?
- Stać, Weasley. To słowo klucz - Malfoy uniósł brwi, nie wierząc, że dziewczyna sama się tak podstawiła.
Ron wyrwał się do przodu, w ostatniej chwili przytrzymany przez dwóch kolegów z drużyny. A złość napędzała go tak, że ci ledwo dali radę utrzymać chłopaka w miejscu. Ginny czuła frustrującą bezsilność, wiedząc, że nie może sobie pozwolić na rzucanie uroków przy boisku. Już, prawie w przypływie desperacji, chciała uderzyć blondyna miotłą, gdy na horyzoncie, ku uciesze Gryfonów pojawił się profesor Moody.
To natychmiast otrzeźwiło Ślizgonów i pośpieszenie oddalili się na swój trening.
- Idiota, idiota, idiota - mruknęła dziewczyna, kopiąc ze złości w ziemię. Reszta drużyny ochoczą jej przytaknęła i przez resztę drogi omawiali wymyślne tortury, które chętnie zastosowaliby na uczniach domu Salazara.

Wychodząc z przebieralni Ginny zobaczyła biegnącego w jej kierunku Colina.
- Wreszcie skończyliście… Zrobiłem ci idealne zdjęcie. Sama zobaczysz jak wywołam!
- Colin, nie ekscytuj się tak - dziewczyna zmarszczyła brwi. - Mam ich już tysiące. Naprawdę zdążyłam zapamiętać jak wyglądam. A przedłużyło się, bo mieliśmy szczęście wpaść na tych idiotów.
- Ślizgoni? - jęknął ze współczuciem Creevey.
- Na szczęście pojawił się Szalonooki. Inaczej na pewno komuś stałaby się krzywda.
- Dobrze, że wrócił. Chociaż zdecydowanie mu się dziwię. Na jego miejscu już nigdy nie ruszyłbym się z domu - Colin wzruszył ramionami zastanawiając się nad brawurą profesora.
- Doskonale cię rozumiem. Ale wiesz co sprawia, że cokolwiek by się nie wydarzyło, to i tak jest doskonale?
Chłopak podniósł jedną brew.
- Czy powinien się bać?
- Nie, skąd, mój drogi Colinie. Po prostu świętuj razem ze mną. Jutro mam zajęcia z eliksirów. A to oznacza, że istnieję naprawdę duża szansa, że trafi się nauczyciel, który doceni moje wybite umiejętności. – Ginny wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Chłopak zaśmiał się lekko z wiary w samą siebie przyjaciółki.

//

Następnego dnia Weasley przyszła do Sali zajęć chwilę przed czasem, aby mentalnie przygotować się na spotkanie ze Ślizgonami. Nie wiedziała, który z nich zakwalifikował się na zajęcia, ale była pewna, że nie trafiła do tej grupy sama.
W pomieszczeniach było ciemniej, niż przy poprzednich wizytach, jakby nagle wkradł się tam mrok. Zanim dziewczyna zdążyła się nad tym zastanowić drzwi otworzyły się z hukiem, a przez nie wpadł Severus Snape. Ginny zerwała się z krzesła.
- Profesorze?
- Nie bądź taka zaskoczona Weasley. Ile znasz jeszcze mistrzów eliksirów? – warknął mężczyzna w odpowiedzi. Ginny opadła z powrotem na siedzenie, zamykając oczy.
Miało być tak fajnie. I rozwijająco. I z rozmachem. A sam początek to istna porażka. Los sobie ze mnie kpi.
Chwilę później swą obecność zakomunikowali Draco Malfoy oraz Blaise Zabini przepraszając za spóźnienie. Ginny jęknęła w duchu.
- To ja byłem za wcześnie, siadać. Nie będziecie mieli tutaj powtórek z lekcji. Wejdziemy za to w zupełnie nową fazę tworzenia mikstur; taką, o której póki co nie macie pojęcia. Oczekuję zaangażowania i pilności, mimo, że nie sądzę, aby wszyscy z was reprezentowali tak samo wysoki… poziom. – Czarne oczy skierowały się ku rudowłosej głowie. Dziewczyna dzielnie wytrzymała wzrok nauczyciela.
- Koniec wstępu. Pierwsze zadanie będzie swego rodzaju testem. Liczę, że się wykażecie. Pan Zabini zajmie się spisem składników uważanych powszechnie za niebezpieczne i nietypowe przy warzeniu eliksirów, następnie pomoże swoim towarzyszom. Natomiast Panna Weasley będzie pomagała Panu Malfoyowi – tutaj rzucił chłopakowi znaczące spojrzenie, które miało wyrażać współczuje. – Wy w tym czasie musicie wykonać jedną z najbardziej skomplikowanych mikstur. Veritaserum. Macie miesiąc, więc radzę zacząć już teraz. Potrzebne składniki znajdziecie w lochach. Tam też macie pracować. Pracowania laboratoryjna.
- Poszedł sobie? – niedowierzała dziewczyna, patrząc jak chwilę później profesor opuścił ich towarzystwo. – Nikt mi nie wmówi, że jest stworzony do nauczania.
Zabini parsknął pod nosem.
- Pięknie się zaczyna. Zapowiada się ciekawy rok – stwierdził po chwili i sięgnął po przekąski leżące na stole.
- Mówisz tak, bo nie ty będziesz miał za pomocnika brudną zdrajczynie krwi – warknął Draco i także wziął coś do jedzenia. Bleise przewrócił oczami.
- Tak, tak, brzmi to tak poważnie, gdy przy okazji chrupiesz ciasteczka Malfoy. Zamiast użalać się nad swoim losem, lepiej rozważmy jakiś plan działania – burknęła dziewczyna, opierając się o stół.
Chłopak szybko przywołał na twarz swój ironiczny uśmiech:
- Masz tylko pomagać, świetnie, ktoś mi musi nosić składniki.
- Polecam siłownie - wysyczała Ginny ze złośliwą satysfakcją. – A poza tym, właśnie, mam ci pomagać. Snape musi widzieć, jak marne są twoje zdolności i postanowił dać ci kogoś go je ujarzmi.
- Nie rozpędzaj tak swoich fantazji dziewczynko, ja będę robił eliksir, a ty może co jakiś czas będziesz potrafiła dorzucić jakiś składnik. Masz być jutro o 19:00 w lochach. I ogarnij się.
Dziewczyna zacisnęła pięści i poczuła buchające ciepło na policzkach. Szybko wyszła trzaskając drzwiami.

//

- Snape? Malfoy? Niesamowite… Czy mogło być gorzej? – Colin spojrzał na swoją przyjaciółkę ze ubolewaniem. – Składam ci moje najszczersze kondolencję.

- Dzięki – mruknęła dziewczyna, wyżywając się widelcem na swoim obiedzie, z którego póki co została tylko papka.

4 komentarze:

  1. Świetne! Wiedziałam, że na któreś zajęcia trafi z Malfoyem! Ale nie sądziłam, że będą to aż dwie! Powiem jeszcze, że nie sądziłam, że Blaise i Snape też się przypałętają. Wracając do meritum. Rozdział lekki i przyjemny, nic nie wytrąca z rytmu. Czekam na kolejne!
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz i miłe słowa:) Już zaraz, zaraz będzie nowy rozdział - jest już gotowy, muszę go tylko dopracować!
      Będzie w trochę innym stylu, poważniejszym chyba.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Och jak ja się za tym dreszczykiem stęskniłam. Już się bałam że zapomniałaś o mnie. Tak bardzo mi się te opowiadanie podobało. Malfoy zgadza się z Ronaldem? To jakaś nowa choroba? :)
    Och ten Snape... jak zwykle uroczy względem gryfonów.
    Biedna Giny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz!:)
      Było lekkie opóźnienie to fakt, ale nowa praca, studia i inne rzeczy spadły mi na głowę...
      Już zaraz, zaraz będzie nowy rozdział - jest już gotowy, muszę go tylko dopracować!
      Będzie w trochę innym stylu, poważniejszym chyba.
      Pozdrawiam!

      Usuń

© Agata | WS
x x x x x x x.